Rzecznik MZ: Będziemy dostarczać Polakom wiedzę na temat szczepionki
Premier Morawiecki stwierdził na Twitterze, że "wszyscy czekamy na szczepionkę" na COVID-19. Jak w tej perspektywie skomentuje Pan sondaże, z których wynika, że ponad połowa Polaków nie zamierza się zaszczepić?
Wojciech Andrusiewicz: Z tego też względu w pierwszej kolejności rząd i Ministerstwo Zdrowia zajmą się dostarczaniem wiedzy Polakom. Tylko wiedza i pełen zakres informacji może prowadzić do świadomej decyzji dotyczącej zaszczepienia. Bez wiedzy i informacji trudno jest podjąć tę decyzję. Oczywiście to krzewienie wiedzy będzie dotyczyło również komunikacji z zakresu bezpieczeństwa szczepionek, co jest niezwykle istotne. Tylko pełna informacja pozwoli wyeliminować lęki i obawy.
Te lęki i niepokoje mogą wynikać z niespotykanego nigdy wcześniej tempa prac nad preparatem. To wzmaga obawy części obywateli, że taka szczepionka może nie być dostatecznie sprawdzona, a wręcz szkodliwa.
Po pierwsze, mamy epidemię, która wybuchła na całym świecie, a nie tylko w Polsce. Jej konsekwencje dotyczą wszystkich krajów. Cały świat czeka na szczepionkę, która musi być i skuteczna i bezpieczna. Żaden produkt leczniczy nie wejdzie do Polski bez zatwierdzenia przez odpowiednie organy. Na poziomie krajowym jest to Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, a w UE Europejska Agencja Leków (EMA). Szczepionka będzie certyfikowana na poziomie całej Unii. Bez certyfikatu nie ma mowy by kogokolwiek szczepić.
Czy w razie wątpliwości Polska może odrzucić szczepionkę zatwierdzoną wcześniej przez EMA?
Polskie instytucje uczestniczą w procesie rejestracyjnym na poziomie Europejskiej Agencji Leków, tak jak instytucje każdego innego kraju Unii Europejskiej. Dodatkowo prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych jest wiceprezesem EMA. Mamy zatem naszego przedstawiciela na najwyższym szczeblu. Nie ma możliwości, aby po zatwierdzeniu przez EMA było coś nie tak, co można będzie podważyć.
Wiele środowisk, w tym lekarzy, apeluje do rządu o przeprowadzenie debaty na temat strategii walki z COVID-19, m.in. w kwestii szczepień. Może gdyby doszła ona do skutku, byłoby mniej wątpliwości wśród Polaków?
Zamierzamy informować Polaków, a nie podejmować debatę ze środowiskami, które kwestionują szczepienia. Wśród lekarzy, którzy postawili tezę o możliwej szkodliwości szczepień nie ma nawet żadnego specjalisty od epidemii i chorób zakaźnych. Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych po apelu, o którym Pan mówi, wyraziło swoje dość kategoryczne stanowisko w sprawie skuteczności szczepień, a nie ma bardziej eksperckiego grona w tych tematach. Proponowałbym unikanie wszelkich fake newsów i czytanie ad hoc powstających serwisów i artykułów antyszczepionkowych. Po pierwsze porozmawiajmy z własnym lekarzem, po drugie rząd stworzy specjalną stronę internetową dotyczącą szczepień, gdzie będzie można zasięgnąć wszelkich niezbędnych informacji i poszukać odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Szczerze wątpię w sens debaty ze środowiskami antyszczepionkowymi. Antyszczepionkowców, tak jak płaskoziemców nikt do niczego nie przekona.
Czy to trafne porównanie? Te środowiska nie protestują przeciwko szczepionkom jako takim, ale przeciwko przymusowi szczepień.
A kto mówi o przymusie szczepień?
Rząd z jednej strony zapewnia, że przymusu nie będzie, ale zapowiada też przywileje dla tych, którzy się zaszczepią. Część komentatorów uważa, że reszta społeczeństwa będzie w pewien sposób dyskryminowana.
Każdy z nas podejmuje w życiu jakieś wybory. Z tymi wyborami wiążą się korzyści i straty. Nikt w tym kraju nie zmusza nikogo do zaszczepienia się przeciwko COVID-19. Jeżeli jednak ktoś się zaszczepi, logicznym jest, że ta osoba stanie się bezpieczna dla reszty społeczeństwa. Co za tym idzie, z pewnych obostrzeń zapewne zostanie zwolniona. Inni podejmą świadomy wybór by się nie szczepić i nadal respektować wszystkie obowiązujące zalecenia sanitarne. Prosty wybór wolnego człowieka.
Kontrowersje wzbudza również kwestia odpowiedzialności producenta preparatu za ewentualne wady. Czy osoby, które przyjmą szczepionkę, będą mogły ubiegać się o odszkodowania w przypadku ewentualnych powikłań?
Firmy prowadzą trzyetapowe badania. Po ostatniej fazie szczepionka zostaje przedstawiona certyfikacji. Bez zakończenia tego procesu badań klinicznych nikt nie przedstawi preparatu do rejestracji. Dotychczas dwie firmy przedstawiły swoje produkty do EMA, co oznacza, że są po trzeciej fazie badań, czyli stwierdzone jest bezpieczeństwo i skuteczność szczepionek. W kwestii odpowiedzialności to zgodnie z umową zawieraną z producentami na szczeblu Komisji Europejskiej, każde z państw UE bierze na siebie odpowiedzialność za cały proces szczepień.
Oprócz szczepień, żywa pozostaje dyskusja na temat zasadności obowiązujących obostrzeń. Przewodniczący KEP abp Gądecki zaapelował do premiera Morawieckiego, aby złagodzić limity wiernych w Kościołach na Boże Narodzenie. Czy ta prośba ma szansę na pozytywne rozpatrzenie?
Zostały wyznaczone pewne punkty krytyczne w podejmowaniu decyzji. Tymi punktami jest liczba zakażeń z ostatnich 7 dni. I to od twardych danych zależy, z jakimi obostrzeniami będziemy mieli do czynienia. Gdy liczba zakażeń będzie oscylowała średnio na poziomie 9 tysięcy, to wówczas mamy szansę jako kraj lub jako poszczególne regiony wejść do strefy żółtej, gdzie obowiązuje norma 1 osoby na 7 metrów kwadratowych w kościele. To jest jasne kryterium schodzenia z obostrzeń. Wyznacznikiem decyzji Ministerstwa Zdrowia jest jedynie zdrowie obywateli.
W ostatnich dniach mamy zauważalny spadek zakażeń. Co Pańskim zdaniem jest tego przyczyną?
Przede wszystkim działają obostrzenia. Nie ma typowych spotkań towarzyskich, mniej jest kontaktów międzyludzkich, nosimy maseczki, dużo miejsc publicznych pozostaje zamkniętych. Liczba interakcji jest ograniczona, co przekłada się na mniejszą transmisję wirusa.
Jednak nie brakuje głosów, że kluczowe są tutaj nie obostrzenia, a liczba wykonywanych testów.
Liczba testów jest zależna od tego, ile osób zgłasza się do lekarza, bo zgodnie z naszą strategią testujemy osoby z objawami. To lekarze podstawowej opieki zdrowotnej kierują na testy. Jeżeli mniej osób się zgłasza do lekarza, to mniej jest również testów i mniej wyników pozytywnych. Nikt nie podejmuje odgórnej decyzji dotyczącej tego ile osób dziennie testujemy. Możliwości naszych laboratoriów to ponad 80 tys. testów na dobę.